niedziela, 10 maja 2020

Mrowisko.

Mrówki w kuchni, mrówki w moim pokoju, w dziecka sypialni, w kiblu, w korytarzu.... Opanowały z 250 metrów kwadratowych. Kuźna, ja już nie wiem czy to one się wprowadziły, czy też może ja u nich mieszkam. A zachodzi takie podejrzenie, bo normalnie chałupa w lesie nie rośnie, tylko ktoś ja bezczelnie wpitolił.  Winny jest przodek mojego męża. Ten, no... nie że jak u mamuta: trąba. Chodzi o pradziada oczywiście. Tego alibi się trzymam, wszystko zganiam na wydarzenia dziejowe, więc niech mrówki się gonią.

Niby mi jeszcze w gacie nie weszły, nie pogryzły, ale jak zapiernicza mi taka po klawiaturze, w trakcie pisania, to wkurza. Nie dość wytarte A,Y, S,K i L, to jeszcze od czasu do czasu jakaś inna się rusza. A nie piję. Czasem degustuję.

No oczywiście w tej sytuacji nachodzą refleksje. Takie tyciutkie jak mróweczka.
A może mogę poczuć się od czasu do czasu Telimeną?... Oczyma wyobraźni chałupę zamienię w Świątynię Dumania... I Tadeusz przybędzie poratować...

No może lepiej nie wywoływać wilka... yyyy... mrówki z lasu, bo Tadzia nie uwidzim, a tylko ślady po ugryzieniach pozostaną, a sado-maso z mrówkami nie wchodzi w grę.

Poniżej kadr z pierwszego filmu "Pan Tadeusz": W Świątyni Dumania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz